Skyboy - BLOG

O autorze ↓

TO JEST KRAJ DLA STARYCH LUDZI

...zaczynam widzieć polską scenę muzyczną jako rodzaj domu spokojnej starości dla zespołów i muzyków, którzy powiedzieli już wszystko, co mieli do powiedzenia, ale mimo to odmawiają zejścia ze sceny.

Ogólnie rzecz biorąc, Mr S (gitarzysta z mojego zespołu) i ja, mamy całkiem spójny punkt widzenia na większość spraw: dość podobne są nasze poglądy polityczne, wizja społeczeństwa, podejście do religii. Jednak, kiedy ostatnio dyskutowaliśmy o muzyce, a przebrzmiałej popularności, okazało się nagle kością niezgody w naszej generalnie harmonijnej relacji.



Jestem w pełni świadomy, że większość ludzi nie zgodzi się ze mną w tej sprawie, ale zaczynam widzieć polską scenę muzyczną jako rodzaj domu spokojnej starości dla zespołów i muzyków, którzy powiedzieli już wszystko, co mieli do powiedzenia, ale mimo to odmawiają zejścia ze sceny. Mr S jest zdania, że jeśli muzyk osiągnął pewną pozycję w „branży”, to naturalnie zaczyna wykorzystywać swój sukces, sprzedając kolejne płyty, koncerty i gadżety, bo te obszary stanowią jego główne źródło dochodu. Nie krytykuję faktu, że zespoły pozostają aktywne (jeśli czują, że mają jeszcze coś do powiedzenia, coś nowego do wniesienia, wtedy wszystko jest ok.), jednak ilu z nich rzeczywiście ma coś do przekazania, zarówno w tekstach, jak i muzycznie? Mam też wrażenie, że na tych wszystkich Marylach i Muńkach media pozostawiają wyłącznie suche nitki, jakby nie zauważając, że ich ostatnie twory powinny zostać raczej zmiażdżone, jako męczące i wtórne. Mimo to, dziennikarze pchają ich w górę jako symbole złotego wieku w muzyce, zamiast potraktować jak symbole, które powstrzymują Polskę przed osiągnięciem nowego złotego wieku. Podobnie do konserwatywnej społeczności – w której starszyźnie okazuje się względy i szacunek, niezależnie od tego, czy są dobrodusznymi staruszkami czy fanatycznymi ksenofobami, natomiast młodzież zmuszana jest do zajęcia podrzędnych pozycji – tak też wygląda polska branża muzyczna.

Oczywiście, być może tego właśnie chcą masy – bohaterów z czasów, kiedy sami byli młodzi i działających na nich ożywczo produkcji dobijających świeżą muzykę, jednak moje pytanie brzmi: czy Polska ma realną szansę rozwijać się kulturalnie, jeśli dominującym brzmieniem kraju są wciąż dźwięki z lat 80-tych? Nie dziwi mnie, że młodzi Polacy „nie kupują” polskiej muzyki, skoro nadal nie obudziła się ona ze snu o roku 1980. Naturalnie Cockerów, Knopflerów i – bądźmy szczerzy – także większości polskich artystów nie powinno wyrzucać się na śmietnik, jednak jeśli jesteśmy naprawdę zainteresowani rozwojem kultury, to i media i wytwórnie fonograficzne powinny w końcu przestać inwestować w obecnie prawie że obowiązkową formę leczenia tych artystów, niezwykle dla nich korzystną.„Ocaleni” mogliby po prostu odejść, odłożyć gitarę i mikrofon i opuścić scenę, zamiast dalej niszczyć własną reputację, stając się coraz bardziej poblakłą parodią samych siebie. Myślę, że gdy nadejdzie czas, wybiorę właśnie takie rozwiązanie.
Trwa ładowanie komentarzy...